poniedziałek, 17 lipca 2017

SasuNaru Hiden - rozdział 32

Dziękujemy za komentarze i zapraszamy na rozdział 32.

Sakura zamrugała, zaskoczona reakcją Naruto. Wyglądał, jakby się zdenerwował.
– Tak... tak jakoś wyszło. Poszłam zanieść mu prezent i on zaprosił mnie na herbatę i... – zamilkła, bo Naruto zmarszczył brwi, patrząc na nią z niedowierzaniem. Nie spodziewała się aż tak gwałtownej reakcji, bo przecież on od zawsze wiedział, w kim ulokowała swoje uczucia. Zresztą, przecież już do niej nic nie czuł, była tego pewna. Zbyt dobrze go znała. Byli po prostu przyjaciółmi. Więc skąd taka reakcja?
– No i? – zapytał w końcu Naruto, kiedy przez dłuższą chwilę się nie odzywała.
– Trochę gadaliśmy, a później rozsypał cukier i... No pocałowałam go... – Spuściła wzrok, ale zaraz się otrząsnęła. – Mówił ci coś o mnie? – dodała pośpiesznie. – Powiedz, nawet, jeżeli to było coś złego. Chcę wiedzieć. Rozmawialiście o mnie?
– Co? Nie, nie wspominał o tobie. – Naruto zerknął w stronę Ichiraku. Dziwnie się poczuł, wiedząc, że Sakura całowała się z Sasuke. To znaczy, z tego, co mówiła, to ona go pocałowała, ale i tak…
– Nie wiem, co powinnam teraz zrobić, Naruto. Mam wrażenie, że już wszystko zawiodło – westchnęła ciężko i odchyliła głowę, żeby spojrzeć na niebo. – Jak mam do niego dotrzeć? Jesteśmy już dorośli, naprawdę powinniście pomyśleć o swojej przyszłości. A wy zajmujecie się tylko tymi swoimi treningami. No ile można? Wszyscy dookoła wiążą się z kimś, tylko nie wy. Czy ty całe życie... – zawahała się, bo tym razem musiała uderzyć w bolesną nutę, choć wcale tego nie chciała. – Całe życie chcesz być sam? Musisz kogoś sobie znaleźć.

– Sakura-chan, no wiesz… – Naruto wstał i zaśmiał się po swojemu, zakładając ręce za głowę, choć tym razem ten jego śmiech wcale nie wydawał się szczerzy.
– Słuchaj, wiem, co mówię. – Sakura wyczuła jego zakłopotanie, ale, do cholery, nie było innego wyjścia. Musiała to powiedzieć, bo do Naruto trzeba było mówić wprost, on nie łapał żadnych aluzji. – Wracajmy, pewnie na nas czekają. –  Chwyciła go za nadgarstek i chciała pociągnąć z powrotem do Ichiraku, ale on nawet się nie ruszył.
– Idź, ja zaraz przyjdę…. – uśmiechnął się nieco sztucznie. Nie wiedział, co powiedzieć i nie miał ochoty tam wracać, ale jednocześnie miał pewność, że jakiegokolwiek powodu by nie wymyślił, Sasuke i tak by nie uwierzył. Tym bardziej, że nie dokończył swojej porcji ramenu, choć w tej chwili zwyczajnie stracił ochotę na jedzenie. Był zły! Na Sakurę, że pocałowała Sasuke, na Sasuke, że mu nic o tym nie powiedział i na całą tę sytuację, bo znowu musiał zgrywać idiotę, nie mogąc powiedzieć, jak się sprawy mają. Najchętniej chwyciłby Sasuke za koszulę i pocałował na oczach wszystkich, dając im do zrozumienia, że są razem. Tak, jasne… Sasuke na pewno byłby mu za to wdzięczny. Przecież oni nigdy nawet nie rozmawiali o tym, co ich łączy.
– Dobra, ale zaraz wracaj. – Sakura uśmiechnęła się lekko i zostawiła go samego. Była przekonana, że chciał przemyśleć to, co mu powiedziała. A to był już duży krok w dobrą stronę.

Sasuke zaczynał się trochę niecierpliwić. Sakura wróciła do środka już prawie kwadrans temu, a Naruto ciągle nie było. Pogadał chwilę z Shikamaru, wypił jeszcze ze dwie czarki sake i rozpiął dodatkowy guzik koszuli, bo w lokalu zrobiło się nieznośnie gorąco. Nawet wiatraki na suficie i te, poustawiane dodatkowo w kątach, nie dawały żadnej ochłody. W tym momencie miał w nosie nawet to, że dziewczyny siedzące przy innych stolikach co rusz zerkają na niego, szepcząc coś między sobą.
Kiedy Naruto w końcu się pojawił, miał ochotę mu jakoś dogryźć, ale powstrzymał się, widząc, że jest jakiś niewyraźny. Teraz siedział, śmiał się z jakichś żartów, ale to było jakieś takie… Naruto nie zachowywał się jak Naruto. Nawet nie zamówił sobie dokładki ramenu, mimo że normalnie wcinałby już trzecią czy czwartą porcję. Coś było zdecydowanie nie tak.
– Co powiecie, żebyśmy później przeszli się nad rzekę? – zaproponował nagle Kiba. – Kupimy jakiś alkohol. Jest tak ciepło, że nad wodą będzie najlepiej.
– W nocy? – zapytał sceptycznie Shikamaru, który, chociaż nie wypił jeszcze dużo, był już lekko zarumieniony od alkoholu. Jednak nie zmieniało to faktu, że jego umysł działał nadal na najwyższych obrotach. Jeżeli o to chodzi, to po nim nigdy nie było nic widać, nawet gdy był mocno pisany mówił z sensem. No, może stawał się trochę mniejszym leniem, ale to wszystko. Swego czasu chyba każdy myślał, zresztą sam Shikamaru też, że gdy wypije, od razu pójdzie spać, w końcu lubił ucinać sobie drzemki, a duże ilości alkoholu powodowały senność. Ale okazało się, że nie. Było wręcz przeciwnie, wtedy, jak na złość, nie mógł zasnąć. Nawet, kiedy już wracał do domu, do wygodnego łóżka, budził się co chwilę.
– No tak. Stary, nie codziennie zostaje się jouninem, no nie? Już nie jesteśmy zwykłymi ninja, teraz jesteśmy elitarną jednostką! – krzyknął Kiba, wstając i uderzając otwartą dłonią w stół.
– Naruto – mruknął Sasuke, ciągnął go za rękaw bluzy. Miał już dość słuchania Kiby i najchętniej urwałby się stąd. Miał ochotę wrócić do mieszkania. Razem z Naruto, oczywiście.
– Naruto! – krzyknął Kiba i nachylił się nad stołem. On pił najszybciej, więc albo miał co świętować, albo po prostu trafił mu się zły dzień i upił się prędzej od pozostałych. – Słyszałem, że szef ANBU też zaproponował ci etat. Wygląda na to, że będziemy kompanami – powiedział z dumą i wypiął pierś.
– Dostałeś się?! – zapytał Chouji, który uchylił aż lekko usta. On też mógłby startować do ANBU, ale stwierdził, że się do tego nie nadaje.
– Oczywiście, myślicie, że ja bym się nie dostał? Ucieszyli się, kiedy się zgodziłem.
– Gratuluję, przyjacielu. – Sai uśmiechnął się do Kiby. – Będziesz musiał uważać, bo pierwsze tygodnie w ANBU to test charakteru i tego jak radzisz sobie pod presją, ale będę ci podsyłał poradniki, które na pewno ci pomogą.
– Właśnie, gratulacje! – Lee chwycił ze stołu szklankę z – jak mu się wydawało – swoim sokiem.
 – Nie, Lee, nie pij tego! – krzyknęły momentalnie Ino i Tenten, ale było już za późno. Lee wypił drinka. Z alkoholem. A chyba każdy w Konoha wiedział, że jemu nie wolno było spożywać żadnych napojów wyskokowych, bo po tym robił się, jakby to ująć, trochę nadpobudliwy.
– Tak! Idziemy nad rzekę! – Lee poderwał się, czując na początku rozlewające się po jego ciele ciepło, a zaraz potem procenty we krwi uderzyły do głowy. On naprawdę nie mógł pić. Zaraz pewnie… – Sakura-san, czy mogę ci towarzyszyć? – Padł na kolana i spojrzał na nią w taki sposób, jakby miał zamiar w tym momencie się oświadczyć.
– Faktycznie, lepiej już chodźmy. – Shikamaru przewrócił oczami, ale spojrzał na Temari, jakby chciał zapytać ją o zdanie.
– No nie mogę! – Kiba aż skulił się ze śmiechu, widząc to. – Wpadłeś pod pantofel jak jakiś frajer! – Zaczął rechotać tak głośno, że przykuł uwagę wszystkich w lokalu.
O tak. Shikamaru był ostatnio ciekawym tematem do żartów. Nie dość, że do tej pory był od Temari niższy rangą, to jeszcze wszyscy śmiali się, że założyła mu bardzo krótką smycz.
– Zamknij się – warknął Shikamaru. I tak miał już za dużo na głowie. Ostatnio, gdy tylko przyznał się rodzinie, że chce się ożenić, jak tylko dostanie awans, zarówno Temari, jak i matka, wchodziły mu na głowę. Miał ich naprawdę dość. Ciągłe gadanie o tym ślubie doprowadzało go do szału. No bo ile można dyskutować o kolorze kwiatów! Kogo to w ogóle obchodzi?!
– Oj, nie przesadzaj! – Kiba znów się roześmiał. – To jak Naruto? Może trafimy do jednej drużyny? Fajnie by było, co?
– Nie będę w ANBU. – Naruto wypił jeszcze jedną czarkę sake. Czuł się już trochę pijany. – Odmówiłem, chcę trenować drużynę geninów.
– Odbiło ci? Wolisz męczyć się z dzieciakami niż… Ej, uważaj! – wrzasnął Kiba, gdy Lee, który nagle uznał, że będzie chodził na rękach dookoła stołu, kopnął go przypadkiem w głowę.
– Ja też zdecydowałam się na własną drużynę – powiedziała Sakura. Długo zastanawiała się, czy wybrać to, czy szpital, ale ostatecznie uznała, że to może być całkiem niezłe wyzwanie.
– I ja – uśmiechnęła się Ino. – Ciekawe kto jeszcze.
– Ja – odezwał się zupełnie niespodziewanie Sasuke.
 Nagle nastała cisza, a wszystkie spojrzenia zatrzymały się na nim. On? Ostatni członek klanu Uchiha zamiast kariery w ANBU wybrał… trenowanie gówniarzy? To jakiś żart?
Naruto posłał mu nagle szczery, szeroki uśmiech, zapominając na chwilę o tym, za co był na niego zły. Był pewien, że Sasuke wybierze jednak karierę w ANBU, ale...
– W takim razie to chyba ja znajdę się najbliżej stołka Hokage – rzucił Kiba, opierając podbródek na dłoni. Te informacje bardzo poprawiły mu humor, bo trochę obawiał się ewentualnej współpracy z Sasuke, który szybko mógłby zostać jego przełożonym, a tak... Sprawa rozwiązała się sama! I to jeszcze na jego korzyść. To była jego szansa! Dzięki temu mógł się w końcu wybić. Już nie będzie w cieniu Sasuke ani Naruto.
– Naprawdę chcesz szkolić geninów? – zapytał zdziwiony Shikamaru, który tak jak wszyscy, nie mógł w to uwierzyć. W końcu Sasuke Uchiha był pewnym kandydatem nie tylko na członka ANBU, ale na kapitana tych elitarnych jednostek.
– Naprawdę. – Sasuke wzruszył ramionami. Nie miał zamiaru opowiadać wszystkim o tym, dlaczego podjął taką decyzję. No, może za wyjątkiem Naruto, któremu humor od razu się poprawił, kiedy o tym usłyszał. Bo to znaczyło, że będą mieli własne drużyny, będą mogli rywalizować i... będą się widzieli częściej, niż gdyby wstąpili do ANBU.
– Przyjacielu. – Sai zwrócił się do Sasuke. – Mam kilka poradników dotyczących nauczania, więc jeśli byś chciał...
– Nie – uciął Sasuke, który poczuł przypływ złości, kiedy przypomniał sobie o ostatnim prezencie od Saia. Niech ten typ trzyma się od niego jak najdalej z tymi swoimi cholernymi książkami!

W końcu, przekrzykując się i spierając, udało im się wyjść z Ichiraku. Chouji i Kiba od razu pobiegli kupić alkohol, bo sklep mieli zamykać za dziesięć minut, a reszta czekała na nich przy wejściu do parku. Wszyscy byli rozluźnieni, zadowoleni i pijani. Czuli, że muszą uczcić zdany egzamin.
– Nie wiedziałem, draniu, że ty też – szepnął Naruto. Naprawdę poprawiło mu to humor.
– No to teraz już wiesz. – Sasuke uśmiechnął się lekko. – Zdajesz sobie sprawę, że będę od ciebie lepszy? – zapytał.
Był już nieco pijany. No dobra, był trochę bardziej pijany i na chwilę zdjął maskę zimnego drania. Teraz uśmiechał się, jego oczy błyszczały bardziej niż zazwyczaj, a ten lekki poalkoholowy rumieniec sprawiał, że Naruto zapatrzył się na niego dłużej niż powinien.
– A wy co tak się na siebie gapicie? Jeszcze pomyślę, że… – Temari zaśmiała się, ale zaraz została odciągnięta przez Shikamaru, który rzucił im tylko ostrzegawcze spojrzenie.
 Jednocześnie przeklął ich w myślach. No co za idioci. Westchnął i spojrzał w niebo, jak zwykle zresztą. Piękna, gwiaździsta noc, księżyc prawie w pełni… – no po prostu idealna sceneria dla zakochanych. Romantyzmu im się zachciało – pomyślał ironicznie, ale chwilę później aż parsknął, że coś takiego mogło mu przyjść do głowy. Sasuke – lodowy książę i Naruto, który pewnie nawet nie rozumiał, co to słowo znaczy. Nie, to zdecydowanie nie był żaden romantyzm, tylko alkohol. Przez który obaj jednak za bardzo się rozluźnili i znowu przestali uważać.
– Ale… – Temari zmarszczyła brwi, bo była przekonana, że naprawdę zauważyła coś dziwnego, jednak w końcu machnęła ręką. Shikamaru, nawet jakby coś wiedział, to i tak by się nie wygadał. Wydawało mu się chyba, że jak jest doradcą Hokage, to może zgrywać ważniaka i ukrywać przed nią niektóre rzeczy. Oj, po ślubie to dopiero mu pokaże, będzie jej mówił wszystko!
W końcu Kiba i Chouji wrócili ze sklepu i wszyscy ruszyli nad rzekę.
 Sasuke starał się trzymać z dala od Sakury, a ona, mimo że też nie robiła nic w jego kierunku, to jednak co jakiś czas rzucała mu dyskretne spojrzenie. Ciągle myślała o tym, co powiedział. Więc Sasuke będzie trenował młodych geninów. Nie spodziewala się, nie wiedziała... W ogóle, to naprawdę mało o nim wiedziała. Może to był jej błąd? Może powinna najpierw czegoś więcej się dowiedzieć, a dopiero potem… Tylko jak? No jak, do cholery? Przecież on nigdy nie chciał rozmawiać, zawsze ją zbywał. I jeszcze teraz ta sprawa z Hinatą. Sakura aż zacisnęła ręce. Przez to wszystko nie odwiedziła jej nawet dzisiaj w szpitalu. Samo wyobrażenie, że Sasuke wolał ją nawet ze względu na Byakugana… To było po prostu ponad jej siły.

Wyjście nad wodę okazało się naprawdę dobrym pomysłem. Było tu zdecydowanie chłodniej i przyjemniej niż w lokalu, więc młodzi jounini siedzieli lub leżeli teraz na trawie, rozkoszując się wreszcie spokojem. Cały ten czas przygotowań do egzaminów był naprawdę bardzo stresujący, więc jak najbardziej taki wieczór był potrzebny.
Sasuke leżał z założonymi pod głową rękami. Siedzący obok Naruto zerknął na niego. Jego twarz w świetle księżyca wydawała się być jeszcze przystojniejsza, a odgarnięte do tyłu włosy aż prosiły się o to, żeby wpleść w nie palce. Tak jak wtedy, gdy zasnęli w lesie. Naruto przeszły przyjemne dreszcze, kiedy przypomniał sobie tamtą sytuację. Sasuke ułożony pomiędzy jego nogami, z głową opartą o udo, mruczący jak kot, gdy wolnymi ruchami masował jego skronie… Cholera, gdyby nie to, że musieli się ukrywać… To było naprawdę coraz trudniejsze. Naruto chciałby, żeby każdy wiedział, że Sasuke jest tylko jego, ale... No właśnie, było kilka „ale”. Choćby Sakura. Gdy widział dzisiaj jej zdesperowany wzrok…
Naruto wiedział, że niektóre uczucia były trudne. Przez większość życia mierzył się z samotnością, odrzuceniem, walczył o uwagę i szacunek, a później, gdy już zdobył przyjaciół, poczuł siłę płynącą z tych więzi i zaczął zastępować negatywne uczucia pozytywnymi. Sprowadzenie Sasuke do wioski stało się jego priorytetem i nawet nie chciał myśleć o tym, że mogłoby mu się to nie udać. Sam fakt, że Sakura chciała go zabić... Nie był na nią o to zły, bo chociaż on nigdy by się nie zdecydował na taki krok, to próbował zrozumieć, czym się kierowała. Jego przyjaciółka była trochę zagubiona i zdesperowana, ale oboje chcieli mieć Sasuke przy sobie. Chcieli, żeby wrócił do wioski. Wcześniej, kiedy byli jeszcze dzieciakami, wszystko było inne, prostsze. Naruto nie rozumiał jeszcze swoich uczuć tak dobrze, jak miało to miejsce teraz. Nawet nie podejrzewał, że może kiedyś mieć konflikt z Sakurą właśnie o Sasuke. Razem z nią być w tym samym położeniu. Sakura była jego przyjaciółką, nie chciał jej ranić, ale nie mogli się wiecznie ukrywać. Nie chciał, żeby się ukrywali. Im dłużej był z Sasuke, tym bardziej dojrzewała w nim ta myśl. Teraz chciał siedzieć obok niego, tak po prostu, obejmować go i relaksować się. I wcale nie potrzebowali być tak blisko jak Ino i Sai, którzy nie krępowali się całować przy innych. Naruto po prostu chciał, żeby ich przyjaciele wiedzieli i to zaakceptowali.
– Sakura-san, użyczyć ci swojego kombinezonu, żeby nie było ci zimno, jak tak siedzisz na tej ziemi? – zapytał zupełnie znienacka Lee, któremu wciąż nie minęły skutki spożycia tej jednej porcji alkoholu. Teraz stał i wpatrywał się tymi swoimi idealnie okrągłymi oczami w miłość swojego życia i miał zamiar nawet zostać samych majtkach, byleby jakoś się przysłużyć.
– Jasne, dawaj Lee! – krzyknął Kiba, podsuwając mu pod nos butelkę, ale Shikamaru szybko zareagował i zabrał sake.
Sam też trochę wypił, ale widząc stan swoich przyjaciół, wiedział, że musi być czujny. Tenten nagle chciała rzucać bronią do ruchomego celu i szukała kandydata na żywą tarczę, Sakura wyglądała, jakby miała się rozpłakać albo coś rozwalić – sam nie był pewien, Naruto i Sasuke sprawiali wrażenie, jakby chcieli wygłodniale rzucić się na siebie – no dobra, pewnie to była tylko jego wyobraźnia, za dużo się tym ostatnio przejmował, a Lee… Jak ktoś da mu jeszcze kropelkę alkoholu to będzie katastrofa. Zaraz pewnie pobiegnie i wyrwie wszystkie kwiaty z klombu przed siedzibą Hokage, po czym na klęczkach będzie błagał Sakurę, by została jego żoną. 
– Shikamaru, ty sztywniaku, daj nam poświętować! – Kiba zmarszczył brwi i spojrzał nieco mętnym wzrokiem.
– Tobie już wystarczy. – Shikamaru odsunął rękę, gdy Kiba chciał mu wyrwać butelkę, ale zachwiał się, omal nie wpadając do rzeki. Swoje szczęście zawdzięczał tylko Akamaru, który złapał go zębami za spodnie i nie pozwolił mu się sturlać.  Niestety, rozerwał mu tym samym materiał na tyłku, co automatycznie przełożyło się na wybuch śmiechu.
– Idę się wysikać – stwierdził Naruto. Też był rozbawiony sytuacją, ale nie mógł się już śmiać z pełnym pęcherzem.
Sasuke zerknął na niego uważnie. Był na tyle pijany, żeby przestać się przejmować konsekwencjami. Zaczekał chwilę, aż Naruto zniknie między krzewami i sam się podniósł, nikogo nie informując o tym, gdzie idzie. Już nie pamiętał, kiedy aż tyle wypił, poniosło ich wszystkich, a w takiej atmosferze łatwiej piło się więcej, niż powinno.
Naruto nie odszedł daleko i łatwo było go namierzyć, bo gwizdał jakąś wesołą melodię.
– Ech, cholera... – usłyszał po chwili Sasuke. – Cholerne spodnie. Co za... Ała!
– Pomóc ci z tych zamkiem? – zapytała z rozbawieniem, podchodząc do niego bardzo blisko.
Naruto podskoczył wystraszony, bo oczywiście go nie wyczuł.
– Draniu! – warknął, oglądając się. Było ciemno i z trudem się widzieli. – Po co tu przylazłeś? Straszysz mn... – Nie dokończył, bo Sasuke go pocałował. Objął go od tyłu i przycisnął do siebie.
– Idziemy stąd, młotku? – zamruczał, zapinając zamek, z którym ten nie umiał sobie poradzić.
– Draniu, puszczaj. – Naruto od razu odskoczył, bo bał się, że Sasuke zrobi coś jeszcze, niefortunnie jednak potknął się o jakiś korzeń i gdyby nie jego szybka reakcja, przewróciłby się na ziemię.
– Młotku, pijany jesteś jeszcze bardziej wkurzający – stwierdził ze zniecierpliwieniem Sasuke, przyciągając go do siebie i nie pozwalając się odsunąć. – Oczy ci się świecą – mruknął i uśmiechnął się lekko. Już od dłuższego czasu chciał to zrobić – objąć go i... No po prostu pobyć z nim sam na sam.
– Sasuke... – Naruto spróbował się wykręcić, bo niedaleko byli ich przyjaciele i co, jeśli ktoś ich zobaczy, i... Zaraz, czy to nie on jeszcze chwilę temu myślał, jak bardzo chciałby, żeby wszyscy wiedzieli, że są parą? Żeby nie musieli się tak kryć?
– Nie jesteś zmęczony? – spytał Sasuke, który nic sobie nie robił ze słabych protestów Naruto. Lubił jego zapach. Podobała mu się woń szamponu do włosów, którego używał, pachniał świeżo i jakoś tak... pomarańczowo? Sam nie wiedział.
– Trochę. – Naruto w końcu odwzajemnił uścisk. – Ale wytrzymam. Jak zaczniemy pracę, nie będziemy mogli sobie pozwolić na takie spotkania. Chcę...
– Wiem. – Sasuke pocałował go lekko i przymknął oczy. Sam nie wiedział dlaczego, ale dotyk Naruto działał na niego kojąco. Nigdy nie lubił, kiedy ktoś naruszał jego przestrzeń osobistą, ale teraz sam lgnął do Naruto. Sam siebie nie rozumiał. I to była chyba jedyna rzecz, z którą nie umiał walczyć. Przyciągnął go bliżej i pocałował dużo mocniej. – Tak tylko myślę – uśmiechnął się lekko – jakbym wziął cię tu i teraz, musiałbyś bardzo się hamować, żeby nikt cię nie usłyszał – szepnął mu do ucha, powodując dreszcze ekscytacji.
– Ale tego nie zrobisz, bo ci na to nie pozwolę – mruknął Naruto, oddając jednak pocałunek. Cholera, nie potrafił oprzeć się Sasuke. A musiał! Bo jeszcze kilka takich  prowokacji i reszta ich przyjaciół zobaczy na własne oczy,  w jaki sposób ostatnio „trenują”. Jak walczą ze sobą, ale nie na pięści, a raczej na to, który wstrzyma na dłużej oddech przy pocałunku, który mocniej ugryzie, który da radę przewrócić drugiego na plecy i który ostatecznie będzie dominował. Na pewno byliby zachwyceni.
– Sasuke… – Naruto pociągnął go lekko za włosy. – Wracajmy – wymamrotał między kolejnymi pocałunkami. Wiedział, że po tym, co dzisiaj powiedziała Sakura, może zacząć go szukać, więc nawet jeśli bardzo pragnął mieć Sasuke dla siebie tak oficjalnie, to na pewno nie chciał, żeby dowiedziała się o nich w taki sposób.
Sasuke mruknął tylko coś niezbyt zadowolony, ale w końcu go puścił. Żaden z nich nie zauważył, że ktoś ich przez cały ten czas obserwował.

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział, jestem strasznie ciekawa kto ich zobaczył >.<

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny. Spodziewałam się że Naruto powie Sakurze prawdę ale dobrze że ten moment jeszcze nie nadszedł. Niech się trochę dłużej pomęczą. No ale teraz nie wiadomo. Kto ich podglądał i czy ta osoba wygada innym. Byłby szok gdyby Hinata wyszła ze szpitala i to właśnie ona by była tym podglądaczem. Kto nim jest? Zostało nam tylko albo się domyślać albo czekać na następny rozdział.
    Dużo weny i czekam na ciąg dalszy
    Juliet

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny rozdział, o szczęśliwy dniu! <3
    No, to Naruciak jak nie on, prawie kamienna, niewzruszona postawa na taką wiadomość. W jego przypadku to cud, normalnie to by poleciał do Ichiraku i nakopał temu draniowi, aż by się kurzyło haha
    Sasuke w sumie też stoicki spokój. Dalej ostentacyjnie olewa Sakurę, jakby nic się nie stało. No, dla niego nic się nie stało poza tym, że się typ się zagotował. No i ja mu się nie dziwię, haha xD Shikamaru po alko tryb przełącza się z ,uśpiony" na ,,czuwanie" to dobre ^^ Jak tam było ironizowane, że znajomi byliby przeszczęśliwi, gdyby mogli zobaczyć, jak ,,trenują" no cóż... Ja bym była, bez żadnego sarkazmu, ironii i innej dziwnej inercji, ale to wiadomix xD
    Tak Kiba, ze zwykłych ninja stali się teraz elitą, więc będą chlać jak żule nad rzeką i może jeszcze się potopią, jak ich najdzie faza na trenowanie suitonów po wyskokowych, słusznie ^^
    No i sprawa najważniejsza. No bo obserwować ich mógł dosłownie każdy.
    No ok, Hinata nie mogła, bo leży w szpitalu, ale jakby się wysiliła tym swoim byakuganem, to moooooże coś tam by dojrzała...
    Sakura, mogła iść za potrzebą, albo za potrzebą stalkowania Sasuke. Potwierdziłyby się wtedy moje domniemania, że jest zawodowym stalkerem, bo jest.
    To mógł być Shika albo Sai i to nie byłby problem. Są pijani, wolno im.
    A jeśli to taka Tenten albo Ino? No to po ptakach. Lee może niekoniecznie, bo by sam się ujawnił, ale przynajmniej gdyby fucktycznie to był on, to i tak by nie ogarnął, co widział. To mógł być kurna nawet Gaara XD Albo Kakashi, który lubi sobie w wolnym czasie poszpiegować i czuć się samotny.
    Ok, Madara ani Obito to też nie byli, bo ciężko byłoby to logistycznie ogarnąć, ok czyli znowu, nie tak do końca każdy...
    Jak Kiba, to po połowie ptaków, bo raz no to mu się w najgorętszych snach nie śniło i będzie się kłócił o tym głośno z Akamaru, co ludzie usłyszą, ALE skoro Naruto leci na Sasuke, to Hinata dla niego, więc jemu na rękę jest zamknąć dziób, bo tak.
    Shino to mógł być, no nie wiem co on tam... Na jego miejscu zachowałabym taktyczne milczenie, bo nie moja sprawa, ale on to w sumie lubi gadać o problemach... Z tym, że robi to ze swoimi robakami, także temat się zamyka.
    Neji dalej nie żyje. Problem z Temari, bo to problem. Synonim. Kurde...
    Chouji? O w mordę, ale w sumie on gada tylko z Shikamaru, więc no niby też jakoś dałoby to radę ogarnąć. Przynajmniej, na jakiś czas... No jeśli to Iruka, to dostanie padaczki i tyle. Przynajmniej zachowa milczenie.
    Jeśli to jakiś zabłąkany oddział AMBU, to pewnie będą mieli po prostu bekę no i... Po ptakach. O kim zapomniałam? Kagebunshin Naruto pewnie to też nie był.
    Ktokolwiek to był, widziała ta osoba coś, czego nie powinna. Ej, może to byłam ja? :D
    Pozdrawiam i życzę weny, uwielbiam wasze rozdziały <3
    ~ Wege

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chciałam tylko powiedzieć że przeczytałam wszystko dzisiaj. Nie należę do tych ludzi co potrafią pisać długie i budujące komentarze, ale Drogie Autorki, mój dzień stał się 100 razy lepszy. Czekam niecierpliwie na kontynuację i dziękuję za tą wspaniałą historię którą tworzycie.
    JT

    OdpowiedzUsuń