.

niedziela, 26 sierpnia 2018

SasuNaru Hiden - rozdział 76

Rozdział przedostatni. Jest wcześniej niż zwykle, ale chcę już zakończyć i zabrać się za inne rzeczy. A tak cały czas myślę o tym:)
 W tym rozdziale jest nawiązanie do mojej ukochanej sceny z Naruto:) Mogę ten odcinek oglądać i oglądać…
Rozdział z dedykacją dla C. Nie wiem, czy tak to sobie wyobrażałaś, ale nam tak najbardziej pasowało:)
Dziękujemy za komentarze i miłego czytania:)


Naruto obudził się w bardzo dobrym humorze. Nie dość, że się wyspał, bo żaden irytujący budzik mu nad uchem  nie dzwonił – albo nie gadał! – to jeszcze dziś był szczególny dzień. Tak, dzisiaj kończył dziewiętnaście lat! A że ta data pokrywała się z datą zakończenia Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi, to od roku w Konoha był organizowany festyn. Wszyscy przyjaciele, dużo dobrego jedzenia i w ogóle. Przewrócił się na drugi bok, chcąc obudzić Sasuke. Zdziwił się, widząc jedynie puste miejsce. W końcu mieli dzisiaj wolne i ten drań zazwyczaj to wykorzystywał do innych rzeczy. Ale najwyraźniej nie dziś.
Po chwili usłyszał odgłosy dochodzące z kuchni i uśmiechnął się. No jasne, Sasuke na pewno chciał mu w taki dzień zrobić niespodziankę i dlatego wstał wcześniej. Kawa, dobre śniadanie podane do stołu, a potem…
– Młotku! Zamorduję cię!

Eh, i to by było na tyle, jeżeli chodziło o jego świetlaną wizję.
Nie bardzo wiedząc, co się dzieje, wstał i poczłapał do kuchni. Widok, który zastał był bezcenny. Sasuke stał w otoczeniu jego kubków z ramenem i… miał we włosach makaron. Naruto przygryzł wargę, próbując się nie roześmiać. No tak… Zapomniał mu powiedzieć, że wczoraj zrobił większy niż zazwyczaj zapas i poupychał kubki też do innych szafek niż te, które były na to przeznaczone. Chyba musiały spaść mu na głowę, a jeden z nich najwyraźniej pękł, kiedy wczoraj na siłę próbował je wszystkie wcisnąć na małą półkę.
– Przysięgam, że jeszcze raz tak zrobisz, a wyrzucę je wszystkie! – Sasuke, patrząc na niego morderczym wzrokiem, strząsnął z włosów proszek i makaron.
Naruto poczochrał się po włosach na karku, ale po chwili znów się uśmiechnął. Ten wzrok Sasuke w tym momencie na niego nie działał, bo uświadomił sobie jedną rzecz. Jeszcze nie tak dawno Sasuke groził, że wyrzuci jego razem z zupkami, teraz już że tylko zupki. No cóż, od kiedy tak naprawdę razem zamieszkali, dużo rzeczy się zmieniło.
– Zrobisz mi kawę? – usiadł przy stole.
– Sam sobie zrób – mruknął Sasuke. – Ja zaraz muszę wyjść.
Naruto spojrzał na niego nieco zdezorientowany. Jak to? Przecież miał dzisiaj urodziny. Na początku myślał, że Sasuke się z nim droczy, ale kiedy usłyszał trzask zamykanych drzwi, zwiesił głowę. Czyżby Sasuke zapomniał, jaki dzisiaj jest dzień?
Naruto wydął wargi i podniósł się ociężale. Znał Sasuke, wiedział, że nie przykładał uwagi do takich rzeczy. Pewnie zapomniałby o własnych urodzinach, gdyby inni nie pamiętali. No nic, może później sobie przypomni? A jeżeli nie?
Siedział tak jakiś czas, nadal niedowierzając, że Sasuke ot tak sobie poszedł i pewnie rozmyślałby tak dalej, gdyby w końcu nie zaburczało mu w brzuchu. Wstał i zabrał się za zrobienie sobie śniadania. Choć w sumie „robienie śniadania” to była za dużo powiedziane, bo po prostu zalał ramen wrzątkiem. Musiał teraz odczekać tylko trzy minuty.
Myślał o tym, jak spędzi dzisiejszy dzień. Na pewno będzie chciał odwiedzić grób rodziców. Rok temu walczył ramię w ramię z ojcem. Sporo od tego czasu się zmieniło. Przeszło mu przez myśl, że ciekawe, jakby zareagowali jego rodzice, gdyby dowiedzieli się, że był z Sasuke. Zaakceptowaliby to? Tak, na pewno. Naruto nie poznał dobrze swoich rodziców, ale wiedział, że by go wspierali.
– Aż taka dobra ta zupka? – usłyszał kpiący głos i odwrócił głowę.
Sasuke stał w korytarzu. Wszedł tak cicho, że nawet go nie usłyszał, pogrążony w swoich myślach.
– Sam jej dzisiaj skosztowałeś, draniu, więc powinieneś wiedzieć – odgryzł się.  
Sasuke prychnął.
– Gdyby nie Kyuubi, nie przeszedłbyś nawet egzaminu na genina, odżywiając się w taki sposób.
Podszedł do stołu i pochylił się nad Naruto.
– Co? – zapytał Naruto z pełnymi ustami. Sasuke zwykle nie stawał nad nim i nie gapił się na niego, kiedy jadł.
Zamiast odpowiedzieć, Sasuke położył na stole kawałek papieru. Obserwował uważnie twarz Naruto, który najpierw zmarszczył brwi, a później, kiedy jednocześnie przeżuwając makaron, przeczytał to, co było napisane na kartce, omal się nim nie udławił.
– Co to jest draniu? – wykrztusił po chwili i złapał jeszcze raz kartkę. Podsunął ją sobie pod nos, bo nie dowierzał. – To dla mnie? – zapytał w końcu.
– Sobie bym czegoś takiego nie kupił. – Sasuke wzruszył ramionami. – A już po dziurki w nosie mam tych twoich kubków z zupkami.
Naruto nadal wpatrywał się w kartkę, jakby to była gwiazdka z nieba. Choć właściwie, to była. Roczny kupon na ramen… Roczny kupon na ramen! Naruto od dziecka o tym marzył. Czasami Staruszek z Ichiraku organizował loterię, w których można było wygrać miesięczny kupon, niestety Naruto nigdy się to nie udało. A teraz miał darmową wyżerkę przez cały rok! No dobra, nie darmową, bo Sasuke za to na pewno słono zapłacił, ale jednak!
– Dzięki, draniu – uśmiechnął się szeroko. Sasuke sprawił mu najlepszy prezent urodzinowy, jaki tylko mógł być. Choć nie, był już inny, lepszy. Dokładnie dwa lata temu, gdy po walce w Dolinie Końca Sasuke w końcu skapitulował, a ich przyjaźń wygrała z nienawiścią i tym samym odzyskał przyjaciela.
– Jest jeden warunek. – Sasuke położył rękę na kuponie. – Te wszystkie zupki w proszku znikają z mieszkania.
– Mam je wyrzucić? – zbulwersował się Naruto. Cholera, no co jak co, ale ramen w każdej postaci był dla niego rzeczą niemal świętą.
– Zrób z nimi co chcesz. – Sasuke wzruszył ramionami. – Nie wiem, oddaj Kibie, bo z jego zapędami do idiotycznych zakładów, pewnie w najbliższym czasie znów nie będzie go stać na inne żarcie niż karma Akamaru.
Naruto znów się uśmiechnął. Doskonale pamiętał, w jakich okolicznościach powstał poprzedni zakład. Stawiali na to, że Sasuke i Sakura się pocałują. Cóż… Teraz już nikt na to nie postawi. On i Sasuke byli razem, mieszkali razem i każdy o tym wiedział.
Po chwili skinął głową, że się zgadza i przytulił kupon. Będzie musiał go gdzieś schować, w jakimś bezpiecznym miejscu. W końcu to był skarb. A kubki z ramenem w proszku? Jak Sasuke nie będzie widział, to poupycha je gdzieś indziej. Do szafy albo pod łóżko. Jeszcze się zobaczy.
– I jakie dzisiaj masz plany? – zapytał Sasuke, który wstawił wodę na kawę. Bez pytania wyciągnął też kubek Naruto.
Naruto podrapał się po brodzie.
– Wieczorem chcę iść na festyn.
Musiał się na nim pojawić jako bohater wojenny. Kakashi i mieszkańcy wioski nie wybaczyliby mu tego, gdyby zabrakło go w tym dniu. W końcu to dzięki niemu dwa lata temu świat nie pogrążył się w Wiecznym Tsukuyomi. Dzięki niemu i Sasuke…
– A do tego czasu? – Na ustach Sasuke pojawił się uśmiech, którego Naruto nie mógł nie odwzajemnić.
– Masz jakieś propozycje? – Podszedł do niego bliżej i oparł się biodrami o blat stołu. Należało mu się za taki prezent. Choć nie mógł się z nim nie podroczyć. – Może... – przysunął się do Sasuke i spojrzał najpierw na jego usta, a później przeniósł wzrok na oczy. – Może... wykorzystamy już kupon i pójdziemy na ramen?
– Myślę, że ramen może poczekać – Sasuke przyciągnął go do siebie i pocałował. Skoro i tak później będzie musiał iść na ten festyn, to teraz mógł sobie to zrekompensować przyjemniejszymi rzeczami.
Już po chwili zaciągnął Naruto do sypialni. Tym razem, chcąc być tego dnia choć odrobinę bardziej miły, dał mu możliwość wyboru, jak to zrobią i…
…bardzo szybko tego pożałował.
 W tej jednej chwili całą atmosferę szlag trafił, bo Naruto wpadł na naprawdę kretyński pomysł. Już chyba niczego bardziej idiotycznego nie dało się wymyślić.
– Chyba zwariowałeś – stwierdził i zanim Naruto zareagował, wyszedł z pokoju. No cóż, tym razem nie będzie takiej rekompensaty na jaką liczył. Bo to, co Naruto zaproponował, było bardzo, ale to bardzo głupie.

Sasuke już od godziny siedział i przeglądał zwoje. Niestety, nie mógł się na nich w pełni skupić, bo Naruto, który oczywiście przyszedł tu za nim, ciągle nie dawał mu spokoju.
– Sasuke, no weź! – jęknął, po raz kolejny próbując go przekonać. Bezskutecznie.
– Powiedziałem ci, że nie. To jest tak samo głupie, jak reszta twoich pomysłów.
– Wcale nie! – obruszył się Naruto. – Moje pomysły są genialne! Mam ci przypomnieć, ile razy uratowały ci tyłek?
– Teraz na pewno mi go nie uratują.
Naruto uśmiechnął się i przysunął się bliżej Sasuke.
– Bo teraz chodzi o coś innego. – Spojrzał na niego sugestywnie. – Sasuke, no weź! Później ty będziesz mógł coś wymyślić.
Sasuke westchnął ciężko i wstał z kanapy. Zwinął zwoje i schował je do plecaka. Chyba dzisiaj nawet we własnym mieszkaniu nie będzie miał spokoju.
– Ej! – Naruto poderwał się z kanapy i stanął w drzwiach. – Gdzie ty idziesz?! Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać!
Sasuke uniósł brew.
– Wcale tego nie robiliśmy. Ty gadałeś, a ja starałem się ciebie nie słuchać.
– Ale jednak słuchałeś. I wiem, że tego chcesz.
Sasuke spojrzał na niego sceptycznie.
– Nawet, jeśli nie dajesz tego po sobie poznać. – Naruto nie odpuszczał. – Przecież to genialny pomysł. Przyznaj, że o tym myślałeś.
– Naruto, napr... – Sasuke zaciął się, gdy Naruto wypowiedział ostatnie zdanie.
– Ha! Czyli jednak o tym myślałeś! – ucieszył się. – No to czemu się tak upierasz, żeby tego nie zrobić? Może się założymy, co? Ty lubisz zakłady. – Naruto przypomniał sobie, jak kiedyś założyli się i gdy przegrał, musiał cały dzień usługiwać Sasuke.
– Bo zwykle je wygrywam. – Sasuke zaczął się irytować, bo może i wygrywał, ale Naruto miał to do siebie, że każdego potrafił przekonać do swojego zdania. Nawracał już niejednego przeciwnika, nawrócił też jego. Jednak na to, co teraz Naruto mu zaproponował, wcale się nie chciał zgodzić.
– Bo ty lubisz wygrywać. – Naruto poruszył brwiami. Zanim Sasuke zdążył odpowiedzieć, ułożył ręce w pieczęć. – Kage Bunshin no Jutsu.
Sasuke drgnął, gdy poczuł ręce na ramionach. Dwa klony Naruto stały tuż za nim, a na ustach oryginalnego Naruto pojawił się właśnie szeroki uśmiech.
– Obiecuję, że będzie ci się podobało.
– Naruto, ostrzegam cię. – Sasuke aktywował Sharingana, ale nic nie zrobił.
Naruto przybliżył się do niego i pocałował go. Dwa jego klony też się przysunęły i kiedy Naruto zajął się ustami, one poświęciły swoją uwagę jego szyi. Na początku było dziwnie, to prawda, ale okazało się to dość przyjemne.
W końcu złapał Naruto za kark i zaczął oddawać pocałunek.
– Wiedziałem, że ci się spodoba! – Naruto zaśmiał się, gdy już się od siebie oderwali.
– Zamknij się młotku! – warknął Sasuke i spiął się, gdy dwa klony próbowały ściągnąć z niego ubranie. – I nie myśl sobie, że będziesz na górze.
– To ty przestań w końcu gadać i daj mi… nam… działać – mruknął Naruto. 
Kątem oka obserwował, co jego klony robiły. Ten pomysł chodził mu po głowie już od jakiegoś czasu. Znali przecież kilka ciekawych technik, a ta nadawała się do seksu idealnie. Dwa razy próbował ją nawet zastosować, ale Sasuke za każdym razem się wściekał, więc nic nie wskórał. Postanowił męczyć go o to tak długo, aż w końcu Sasuke dla świętego spokoju się zgodzi. Wyglądało na to, że dzisiaj mu się poszczęściło.
Znów się uśmiechnął. Kiedy jako dziecko nielegalnie nauczył się tej techniki, nie miał pojęcia, że może ona mu się przydać do takich rzeczy. A teraz… Teraz aż jęknął, widząc, jak jeden klon podwija Sasuke koszulkę, a drugi rozpina pasek od spodni. To było takie, takie… No cóż, jego własne spodnie zrobiły się już naprawdę za ciasne. Cholera. Jeszcze ten wzrok Sasuke, który niby protestował, ale tak naprawdę się zgadzał. W innym wypadku szybko załatwiłby klony jakimś Chidori.
– Ty kretynie – mruknął Sasuke, gdy poczuł, jak klon rozpina mu rozporek. Dlaczego on w ogóle na coś takiego pozwalał?!
– Cicho, draniu – Naruto zaśmiał mu się w usta. Po chwili to jego własne dłonie zjechały niżej i zsunęły nieco spodnie.
Szybko pozbawił Sasuke ubrania. Uśmiechnął się. Nagi Sasuke stał w otoczeniu jego i dwóch w pełni ubranych klonów, a mimo to wciąż nie tracił tej swojej dumy. Patrzył na niego z wyższością. Tylko błysk w jego oczach zdradzał, jak bardzo był podniecony tą sytuacją. No i jeszcze to, co działo się między jego nogami.
Jego klony dotykały go teraz jednocześnie, a Naruto odsunął się o krok, żeby na to spojrzeć. Musiał tym nacieszyć oko. Widok był niesamowicie podniecający. Sasuke przygryzł wargę, ale wyzywająco patrzył mu w oczy. Jakby rzucał mu wyzwanie. Co jeszcze potrafisz? Zaskocz mnie.
Klony uklęknęły i jeden z nich zabrał penisa Sasuke do ust. Po chwili dołączył do niego drugi, a przez twarz Sasuke przebiegł skurcz przyjemności. Dopiero wtedy Naruto ruszył do działania. Okrążył go i objął od tyłu.
– Młotku, nie drażnij się ze mną – warknął Sasuke. Jego policzki były zaczerwienione. Głos drżał lekko, bo klony Naruto naprawdę robiły dobrą robotę. Dotyk dwóch języków był dziwny, ale przyjemny. Bardzo przyjemny.
– No powiedz to, draniu. Czekam.
– Niby na co? – Sasuke skrzywił się, a jego biodra wyrwały do przodu. Naruto przytrzymał go jednak i przygryzł lekko w szyję.
– Że jestem genialny. To był świetny pomysł.
– Zapomnij! Młotku, posłuchaj – Sasuke chciał powiedzieć już coś naprawdę zgryźliwego, ale w tym momencie jeden z klonów wziął go całego do ust a on sam aż omal nie jęknął. – To pierwszy i … – Nie zdążył powiedzieć „ostatni raz”, bo Naruto znów go ugryzł w szyje. Sasuke przypomniało to ich przygodę w lesie, po której przez dwa tygodnie, mimo że był środek lata, chodzili w zimowych golfach. Obiecał sobie, że jak będzie po wszystkim, to go zabije! Ale póki co było tak przyjemnie…
Naruto wydawał się zupełnie nie przejmować tym, co mówił Sasuke. Już po chwili przenieśli się na łóżko i mimo protestów, zmusili go, żeby położył się na plecach.
Sasuke już chciał powiedzieć coś więcej, ale scena, jaka właśnie zaczęła rozgrywać się przed jego oczami spowodowała, że ten jeden raz postanowił już się nie odzywać. Bo w tym momencie klony zaczęły rozbierać Naruto i była to chyba najbardziej erotyczna i niezwykła rzecz, jaką widział.
Naruto uśmiechał się lekko. Wiedział, że Sasuke ten pomysł coraz bardziej się podobał. A będzie jeszcze lepiej.
Teraz klony skupiły się już tylko na Sasuke. Pochyliły się nad nim i zaczęły go całować. Naruto rozsunął jego uda i przejechał dłonią drażniąco po ich wewnętrznej stronie. Sasuke był już naprawdę podniecony, ale nadal i trochę spięty. Naruto znał jego ciało już na tyle, żeby to wyczuć. Zaraz się jednak rozluźni. W końcu to będzie naprawdę niezapomniane przedpołudnie.
– Draniu – mruknęły klony, a Sasuke aż zadrżał. Spojrzał ze złością na Naruto. Był naprawdę bardzo pobudzony, ale jednocześnie wściekły, że doprowadził go do takiego stanu. Powinien protestować, jednak... No właśnie.
Przymknął oczy i wygiął biodra. To było krępujące. I chyba właśnie przez to jeszcze bardziej się nakręcił. Gdyby tylko ktoś się o tym dowiedział... Wielki Uchiha Sasuke oddał się dwóm klonom Naruto i oryginałowi oczywiście.
Uchylił powieki i zerknął na Naruto, który teraz pochylił się nad nim i wziął jego penisa w rękę. Masturbował go powoli, obserwując z zafascynowaniem jego reakcje. Klony też pozbyły się właśnie ubrań i położyły się obok. Przycisnęły się nagimi ciałami do niego. Czuł, że też były bardzo podniecone. A sam Naruto coraz bardziej zadowolony. W końcu pochylił się i teraz to on wziął penisa Sasuke do ust. Na ten gest Sasuke już nie był w stanie powstrzymać jęku. O tak, uwielbiał ciasnotę tych gorących, wilgotnych ust.
– O tak, draniu – usłyszał głos klonów z obu stron. – Będzie tylko lepiej.
Naruto nie miał zamiaru kończyć tego szybko. Skoro Sasuke mu pozwolił – a nie wiadomo, czy kolejny raz się ugnie przez tę swoją uchihową dumę – chciał jak najwięcej z tego skorzystać.
Klony dotykały Sasuke, kiedy on cały czas miał go w ustach, ale gdy Sasuke był już naprawdę blisko, odsunął się. Musiał dać mu ochłonąć.
– Młotku, obiecuję, że to pierwszy i ostatni raz – warknął Sasuke przez zaciśnięte zęby, wściekły na to, że Naruto nie pozwolił mu skończyć.
– Jesteś tego pewien? – Naruto wyszczerzył zęby w uśmiechu. Wiedział, że w takim stanie lepiej nie drażnić się z Sasuke, ale nie mógł się powstrzymać. Wściekły Sasuke zawsze na niego działał. Wściekły Sasuke w łóżku działał na niego z podwójną siłą. Wściekły Sasuke w łóżku otoczony klonami był spełnieniem marzeń. Naruto już nie myślał trzeźwo.
– Naruto, do cholery – usłyszał zirytowany głos Sasuke. W jego oczach było wszystko – złość, podniecenie, zawstydzenie, zniecierpliwienie i coś jeszcze. Coś, co wywracało żołądek Naruto do góry nogami. Przez to coś tak rozpaczliwie próbował sprowadzić go do wioski i go uratować. Nigdy w niego nie zwątpił, ani nie odpuścił. Przez to coś nie był w stanie swego czasu znieść jego dotyku, bo nawet przy walce czuł rosnące podniecenie. W końcu przez to coś oszalał na punkcie Sasuke i teraz byli razem.
– Naruto, naprawdę nie żartuję. Jak zaraz nie przestaniesz mnie wkurzać, to poprzebijam te twoje cholerne klony kunaiem i zabiorę się za to jak powinienem już... – dalsze słowa utonęły w stosie przekleństw, kiedy klony zaczęły go przygotowywać.
Najgorsze i jednocześnie najlepsze w tym wszystkim było to, że oryginalny Naruto klęczał między jego nogami i masturbował się niespiesznie, nie spuszczając z niego wzroku.
Sasuke nigdy do końca nie przyzwyczaił się do bycia na dole. To było krępujące. Chociaż starał się robić wszystko, żeby mieć jak największą kontrolę nad sytuacją, to nie zawsze było takie łatwe i... I chyba najgorsze było to, że mu się podobało. Naruto już naprawdę wiedział, co powinien robić, żeby sprawić mu przyjemność, o której on kiedyś nie miał pojęcia. Sprawy seksu traktował bardziej w kategoriach, że to on panuje nad sytuacją.
Nawet nie zauważył, kiedy Naruto rozprowadził lubrykant na swoim penisie i przysunął się do niego bliżej. Zareagował dopiero, gdy jeden z klonów wyrwał mu tubkę z dłoni, zaczynając samemu się nawilżać. Zaraz potem drugi klon zaczął robić dokładnie to samo.
– A wy co? – Naruto spojrzał na swoje klony z głupim wyrazem twarzy. Co one wyprawiały?
– To ja będę na górze – stwierdził jeden z klonów.
– Nie, bo ja! – Drugi odepchnął go, próbując przejąć inicjatywę.
Naruto chwilę patrzył na to z niedowierzaniem, a potem przełknął ciężko. Dopiero teraz uzmysłowił sobie, że ta technika miała jeden bardzo poważny minus. Klony były tak naprawdę nim. Tak samo się zachowywały, tak samo reagowały. Już kiedyś się o tym przekonał, kiedy kilkadziesiąt jego klonów pobiło się o to, który jest prawdziwy. W takim razie który z nich nie zareagowałby w taki sposób na leżącego przed nimi Sasuke…
Nie, tak nie będzie! Spróbował odciągnąć klony, ale te zaczęły się z nim siłować. Oba wyglądały na pewne siebie i zdesperowane, ale nie mógł im na to pozwolić. To on był prawdziwy i to on, do cholery, miał to zrobić! Niestety, klony zaczęły się przekrzykiwać coraz głośniej.
Sasuke, który na początku złapał się za skronie i westchnął ciężko, tym razem już nie wytrzymał.
– Zamknijcie się! – krzyknął.
Naruto zauważył, że w jego oczach błyszczy Sharingan, a w dłoni generuje się wyładowanie elektryczne.
– Nie, Sasuke, czekaj! – Starał się jak najszybciej zainterweniować. Byli już tak blisko, wszystko miało być takie niesamowite! Nie pozwoli, żeby się rozmyślił przez jego kłótliwe klony!
– Jak nie potraficie się zdecydować, to ja doskonale wiem, co powinienem robić –Sasuke, mówiąc to, podniósł się i zbliżył się do Naruto. Cóż, teraz z pewnością już nie był otoczony przez klony, nie był też na łóżku. Ale wciąż pozostał wściekły. I teraz chyba nawet jeszcze bardziej niż wcześniej.
– Nie, nie! – Naruto zamachał rękami. – Nie ma takiej potrzeby. Potrafimy się zdecydować, to znaczy ja potrafię! – dodał i spojrzał ostro na klony, które jeszcze bardziej obruszyły się na te słowa.
– Ja też potrafię! – krzyknął jeden z klonów, a drugi zaraz na niego skoczył.
– To ja będę na górze! – krzyczał.
– A wcale nie, bo... – Nie dokończył zdania, bo Naruto, widząc coraz bardziej wściekły wzrok Sasuke, dezaktywował je.
A niech to... Zapowiadał się taki dobry dzień. Ten pomysł wydawał się idealny. Dlaczego zawsze coś musiało iść nie tak. Podniósł się z łóżka. Był tak zawiedziony i sfrustrowany, że nawet nie zauważył, kiedy Sasuke stanął bardzo blisko niego.
– No to wygląda na to, Naruto, że twój pomysł nie wypalił – powiedział i pchnął go lekko na ścianę. Położył rękę nad jego głową i uśmiechnął się z satysfakcją. – Nie mam już zamiaru dłużej czekać. Zrobimy to po mojemu.
– Nie zgadzam się! – oburzył się Naruto. Nie dość, że z jego fantazji nici, to jeszcze miałby oddać pałeczkę Sasuke? Jakkolwiek lubił tego rodzaju seks z nim, teraz nie miał zamiaru dać za wygraną!
– Młotku, nie bądź wkurzający – mruknął Sasuke, który teraz zniżył ton głosu, doskonale wiedząc, że to bardzo działało na Naruto.
– Ty nie bądź. – Naruto złapał Sasuke w pasie i teraz to on pchnął go na ścianę. Przycisnął go do niej i pocałował przy szyi. – Jesteś już przygotowany, ja też... – Zacisnął palce na jego nabrzmiałym penisie. – Draniu – dodał i uśmiechnął się.
Sasuke zacisnął usta. Ten uśmiech wcale nie pomagał. Wiedział, że powinien zaprotestować, ale Naruto był najbardziej upartą osobą jaką znał. A, cholera, niech mu już będzie.
– I masz swój genialny pomysł, młotku – mruknął, kiedy Naruto znowu zaciągnął go do łóżka.
– On jest genialny – obronił się Naruto. – Wymaga tylko dopracowania. Popracujemy nad tym.
– Popracujemy? – prychnął Sasuke i skrzywił się lekko, gdy Naruto w końcu w niego wszedł. – Chyba żartujesz.
Naruto uśmiechnął się znowu w ten sam sposób, który zmusił Sasuke do kapitulacji i poddania się bez walki.
– Wcale... draniu... nie... żartuję – za każdym razem poruszał biodrami, dociskając je aż do samego końca.
I wzrok Sasuke wystarczył, żeby miał pewność, że ostatecznie i tak się na to zgodzi.

*

Kiedy obaj wyszli z domu, zaczynało się już powoli ściemniać, przez co porozwieszane w całej wiosce lampiony były bardziej widoczne. Te zwykłe, festynowe, wisiały na sznurkach w poprzek ulic, ale dodatkowo były jeszcze inne, które wraz ze zdjęciem z czarną wstęgą można było zauważyć w oknach wielu domów. W ten sposób ludzie upamiętniali członków swoich rodzin, którzy zginęli podczas wojny.
Naruto wiedział, że na cmentarzu spotka sporo znajomych osób i przypomniał mu się moment, gdy wszyscy razem po wojnie stali nad grobami swoich bliskich. Ino płakała po stracie ojca, Shikamaru jakoś się trzymał, ale było widać, że jest przybity. Tak samo płakały Hinata i Hanabi rozpamiętując śmierć Nejiego. Wszyscy wtedy byli przygnębieni, on też. I mimo że to była rocznica śmierci również jego rodziców, chciał być z przyjaciółmi i ich wspierać.
Dopiero bardzo późnym wieczorem poszedł na grób mamy, a potem taty. Mieli osobne nagrobki z racji tego, że Minato był Hokage. Naruto, będąc dzieckiem, czasami tu bywał, ale wtedy nie miał pojęcia, że Czwarty był jego ojcem.
Tamten dzień, dwa lata temu, był dla niego wyjątkowo ciężki. Nie dość, że wszyscy naokoło płakali, to jeszcze tego dnia pożegnał się ostatecznie z tatą, którego przecież widział tak strasznie krótko. Na dodatek Sasuke, po ich bitwie w Dolinie Końca, został uwięziony i nie mógł z nim nawet porozmawiać. Kakashi też zniknął, ale Naruto domyślał się, gdzie jest. Przy obelisku, na którym było wyryte imię jego najlepszego przyjaciela – Obito. Tamtego dnia wszystko było tak bardzo przygnębiające…
– Naruto? W porządku? – Sasuke ścisnął go lekko za nadgarstek.
Rozumiał go. On przez wiele lat nie pogodził się ze stratą rodziny. A Naruto ledwo poznał swojego ojca i zaraz na powrót go stracił. Widział, jak płakał, żegnając się z nim, widział jego emocje. Sam zareagował podobnie, gdy po tym, jak zabił Itachiego, dowiedział się prawdy o swoim klanie. Ale czasu nie można było już cofnąć…
– Tak. – Naruto spojrzał na niego i uśmiechnął się trochę smutno.  – Chodźmy.
Najpierw postawili świeczki na grobie Kushiny, potem stanęli przy bardziej okazałym pomniku Czwartego Hokage.
– Wiesz, jakie były jedne z ostatnich słów, które usłyszałem od taty? – Naruto odezwał się po chwili zadumy. – Wszy…
– Wszystkiego najlepszego – dokończył Sasuke. – Racja, ja też zapomniałem ci tego powiedzieć.
Naruto najpierw spojrzał na niego zaskoczony, a potem uśmiechnął się lekko. Więc Sasuke wtedy słuchał… I pamiętał. Wcześniej, mimo iż wiedział, że wiele osób było świadkami tej sceny, był pewien, że akurat on nie zwracał uwagi na takie rzeczy. A jednak... Bo tata w tamtym momencie powiedział dokładnie: „Racja, zapomniałem ci coś powiedzieć… Wszystkiego najlepszego”. Naruto znów, jak tamtego dnia poczuł piasek pod powiekami, ale zamrugał szybko. Nie chciał się rozklejać.
– Dopiero co skończyłeś dziewiętnaście lat – rzucił Sasuke z lekkim uśmiechem.
– Co? No tak, prze... – Naruto nie dokończył, bo zrozumiał, o co Sasuke chodziło.
Przy pożegnaniu z tatą, gadał jak najęty. Chciał, żeby zdążył wszystko usłyszeć i przekazać mamie.
Zapewnił go, że odżywia się jak należy, je wiele zróżnicowanych potraw, tonkotsu ramen, miso ramen, shouyu ramen, ale inne potrawy też. Może nie było ich zbyt wiele, ale odkąd zamieszkał z Sasuke ta różnorodność już wychodziła mu bokiem. Swoją drogą właśnie dlatego kupił też tyle kubeczków z ramenem instant.
Mówił też, że stara się codziennie kąpać i czasami nawet chodzi do gorących źródeł, choć wszyscy śmieją się, że wskakuje i wyskakuje z wody jak kruk. No… Spróbowałby w obecnej sytuacji się nie kąpać, to zostałby zaciągnięty pod prysznic siłą. Sasuke był w tych kwestiach okropnym pedantem.
Pochwalił się, że zdobył mnóstwo przyjaciół i sami mili z nich ludzie… Cóż, Sasuke nigdy za miły to nie był.
Poza tym przyznał, że w nauce zawsze był noga, ale nigdy się nie załamywał, bo nikt nie miał takiej pewności siebie. Teraz rodzice byliby z niego dumni, gdyby dowiedzieli się, jak wysoko zdał egzamin na jounina. Choć gdyby nie Sasuke i jego upór, możliwe że by mu się to nie udało.
Co on jeszcze mówił? Aha, że zawsze był posłuszny Trzeciemu Hokage i Kakashiemu… No tu ostatnio nie do końca, bo przecież bez zgody poszedł za Sasuke do Wioski Piasku, przez co zresztą za karę malował Kakashiemu dom.
O, i jeszcze Trzy Zakazy Shinobi… Wtedy skończył dopiero siedemnaście lat, nie posmakował alkoholu i nie rozumiał też dziewczyn. Mama powiedziała, żeby znalazł sobie kogoś podobnego do niej, ale... jakby to...cóż...
Spojrzał na Sasuke i ich wzrok się spotkał.
– Nie jesteś podobny do mojej mamy – szepnął i uśmiechnął się niepewnie.
Już kiedyś o tym myślał, ale teraz... gdy tyle rzeczy się zmieniło. Jego związek z Sasuke nie był czymś świeżym. Obaj byli pewni swoich uczuć, cała wioska, ba!, nawet cały świat, wiedział już o nich...
– Nie jestem, młotku – stwierdził Sasuke i zamilkł.
Co prawda chciał zapytać o coś, ale nie wiedział, jak powinien ubrać to w słowa. To "ale", które dwa lata temu powiedział Naruto zaraz po tym, jak wspomniał o dziewczynach. Czy już wtedy wiedział?
– Ale mama chyba by cię polubiła, draniu. Chociaż nie jesteś może zbyt miły... – dodał, nie mogąc ugryźć się w język.
W ogóle, myśląc o tym, dopiero teraz uświadomił sobie, że wszystkie te zmiany w jego życiu wynikały z obecności Sasuke. On był w każdym jego aspekcie.
– Twój ojciec na pewno, bo już wtedy uznał, że jestem bystrzejszy od ciebie – Sasuke odbił piłeczkę. Dobrze pamiętał, co o nim powiedział. Wtedy nie przywiązywał do tego jakiejś szczególnej wagi, ale teraz mógł tym drażnić Naruto.
Naruto już chciał to jakoś zripostować, ale w końcu odpuścił. To nie był czas na kłótnie.
Spojrzał jeszcze raz na pomnik swojego ojca. Była na nim masa światełek, poza tym co chwilę ktoś przystawał i zapalał kolejną świeczkę. Dokładnie dziewiętnaście lat temu Minato Namikaze, Czwarty Hokage, zginął, poświęcając się dla wioski. I mimo upływu lat nigdy o tym nie zapomniano.
– Chodźmy – powiedział po dłuższej chwili, podczas której w ogóle się nie odzywali, każdy pogrążony w swoich myślach.
Sasuke skinął głową. Wiedział, że teraz muszą pójść na festyn, gdzie będzie masa znajomych i fanów Naruto, którzy zapewne obskoczą go i zasypią go prezentami, ale... No właśnie. W końcu to były jego urodziny…




9 komentarzy:

  1. Ooooooooooooooooo... scena Naruto/Sasuke/Naruto to jedna z moich fantazji ;)
    Miło widzieć, że ktoś postanowił napisać o czymś takim. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Pytanie, czy planujecie zebrać wszystkie rozdziały i przetworzyć je na format pdf? Chętnie czytałabym ten ff jako całość?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie. Biorąc pod uwagę małą aktywność czytelników, po prostu mi się nie chce.

      Usuń
  2. Niestety opowiadania zbliża się do końca... Ale po zakończeniu na 100 % przeczytam go jeszcze raz i jeszczeraz, i jeszcze.... Szkoda, że pomysł z pdf nie przypadł do gustu Autorce...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, dziękuję za dedykację! :)
    Znowu nie skomentowałam poprzedniego rozdziału, ale to dlatego, że ogarniałam wczoraj wieczorem dwa na raz. Za szybko dodajecie, nie wyrabiam się z czytaniem ;)
    Co do poprzedniego rozdziału - tak właśnie wyobrażałam sobie ten pierwszy trening. Trochę zrobiło mi się szkoda Sasuke, kiedy okazało się, że nie jest w stanie utrzymać sharingana. Za to ten moment, kiedy Naruto bez wytykania mu tego po prostu uznał, że czas wracać - piękny. Pojedynek pokazywał ich relacje sprzed związku, scena tuż po - związek. Oni nie muszą wyznawać sobie miłości, żeby było ją czuć :)
    Zazdrosny Sasuke tak nie do końca mnie przekonuje. Tzn, że jest zazdrosny, to jasne, ale że nie potrafi tego kontrolować ani ukrywać, to tak już nie bardzo. Uchiha, którego znam potrafił dosyć dobrze ukrywać swoje emocje. Potrafię zrozumieć, że Naruto jest dla niego bardzo ważny i Sasuke nie jest pewien, czy ich związek się nagle nie skończy, ale jego reakcje wydawały mi się przesadzone po prostu.
    Co do scenki, na którą tyle czekałam, to z jednej strony mnie usatysfakcjonowała, z drugiej nie :). Podobała mi się, bo była taka realistyczna. Idealnie oddałyście klimat 'Naruto' nawet w scenie seksu takiej, jak ta. Mamy ten słynny humor i kiedy już wydaje nam się, że wszystko pójdzie świetnie, to klony Naruto dają o sobie znać i nie są takie potulne, za jakie się początkowo podawały. Niestety przez to czar prysł i za to Was nienawidzę ;). I wiecie czego mi jeszcze brakowało? Zawsze jak zagłębiacie się w opis samego stosunku, to Naruto jest na dole. Kiedy Sasuke jest stroną pasywną, scena albo jest mocno skracana albo urywana w momencie, kiedy Naruto w niego wchodzi. Brakuje mi opisu jego przeżyć. Chwili, w której traci nad sobą kontrolę chociaż tak ociupinkę. Mam na to taki jakiś głód.
    Szkoda, że opowiadanie zmierza do końca. Niemniej wydaje mi się, że wybrałyście na to idealny moment. Nawet gdybym nie wiedziała, że to już przedostatni rozdział, mogłabym to wywnioskować po jego klimacie. Taka impreza, festyn, to idealny moment. Wspomnienia ojca, matki. Swoją drogą porównanie Sasuke do Kushiny było świetnę :D.
    Dużo dobrego Wam życzę :)
    C.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w scenie pojedynku właśnie o to chodziło. Też tak sądzę, że nie muszą wyznawać sobie miłości i sami to wiedzą. Dlatego Naruto swego czasu był tak bardzo zaskoczony, gdy to od w ogóle Sasuke usłyszał.
      To jak Sasuke zaatakował tego chłopaka, on to zrobił, bo ich śledził. Chciałabyś, żeby ktoś za Tobą chodził? I to jeszcze ktoś, wobec kogo masz pewne podejrzenia. Sasuke jest wojownikiem, raczej by tego nie przepuścił. Ale wiadomo, nie wszystko wszystkim musi się spodobać:)
      Myśląc też takimi kategoriami, Sasuke nigdy nie powinien się zakochac, bo to nie w jego stylu:)
      Cieszę się, że uważasz scenę za realistyczną. Co do zarzutu – każda scena ma swój punkt. Były ierwsze skupione na doznaniach, potem bardziej odważne, była podczas kłótni, była emocjonalna po wyjściu Sasuke w śpiączce. Ta scena teraz skupiona była na tych klonach. I w żadnym razie nie pasowałoby mi opisywanie przeżyć Sasuke.
      Tak, moment był taki, że albo jakiś nowy wątek (co byłoby bez sensu), albo koniec. Przynajmniej będzie symboliczna liczba - dwie siódemki:)
      Festynu nie będzie (choć może pojawiąsięwspominki), on był tylko tłem do tamtego dnia. Będzie coś innego.
      Dziękuję za komentarz:)

      Usuń
    2. Sasuke bardziej mi pasuje na górze i zawsze jak jest na dole to dla mnie nie jest to do końca naturalne :D

      Koko

      Usuń
  4. I znowu nadrabiam! Cóż, to wcale nie jest takie złe, ale to takie flustrujące, że mogłam przeczytać rozdział wcześniej, ale nie miałam kiedy :/
    Przyjemna wizja Naruto szybko się rozmyła xD Chociaż przez chwilę się przeraziłam, że Sasuke faktycznie zapomniał o urodzinach Naruto, ale potem pomyślałam, że to w końcu Uchiha i kto jak kto ale on by nie zapomniał, więc może szykują jakąś niespodizankę czy coś? W końcu okazało się, że poszedł po ROCZNY kupon na ramen. Nie ma co, przemyślany prezent. Nie dość, że praktycznie spełnienie marzeń Naruto, to jeszcze pozbędzie się tych wszystkich zupek z mieszkania! No. Chyba, że plan Naruto dojdzie do skutku i Sasuke nie skapnie się, że te zupki znajdują się teraz pod łóżkiem.
    Technika klasy A sprowadzona do seksualnych przygód. No tego to jeszcze nie grali, ale mówimy o Naruto - z nim wszystko jest możliwe xD
    A ta końcówka była taka wzruszająca. Chociaż fakt - Sauke nie przypomina Kushiny. W ogóle wszystko się dzieje w Naruto urodziny. Obito atakuje i uwalnia Kyuubiego, umiera Minato i Kushina, ponoć egzamin na chuunina (pierwszy) też miał miejsce w tych okolicach, a potem zakończenie wojny. No normalnie wszystko.
    Idę czytać ostatni rozdział, chociaż to "ostatni" łamie mi serce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    bosko, scena Naruto-Sasuke-Naruto no naprawdę cudownie wyszła i ta kłótnia klonów boska... tak Sasuke pamiętał o urodzinach i wspaniały prezent dał...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    piękna wyszła ta scena Sasuke-Naruto to będzie chyba moja ulubiona scena (a przy najmniej jefna z ulubionych) ;) i ta kłótnia klonów Naruto naprawdę bosko to wyszło, a jednak Sasuke pamiętał i urodzinach Naruto i fantastyczny prezent mu podarował...
    weny...
    Pozdrawiam serdecznie AM

    OdpowiedzUsuń