wtorek, 18 kwietnia 2017

SasuNaru Hiden - rozdział 17


Dziękujemy za komentarze i witamy nowych czytelników. Zawsze nam miło, jak zostawicie po sobie choćby kilka zdań :)


Naruto, idąc na północne pole, na serio rozważał opcję zabrania kogoś ze sobą na ten trening. Zaczynał się trochę obawiać tego, co wymyślił Sasuke. Był wściekły. A wściekły Sasuke, to nieobliczalny Sasuke. Może gdyby wziął Sakurę albo Hinatę… Tylko wtedy pewnie wkurzyłby się jeszcze bardziej i z pola treningowego zostałyby gruzy, a Kakashi by ich własnoręcznie pozabijał. Ile już razy siedzieli u niego w gabinecie i słuchali upomnień. A potem zazwyczaj dostawali jakąś strasznie irytującą karę. Ostatnio była to opieka nad dziećmi, po której byli gorzej wymęczeni niż po najbardziej intensywnym treningu. Chociaż, jakby się nad tym zastanowić, Kakashi i tak był wyrozumiały, Tsunade to dopiero dałaby im popalić. Ona i Sakura były jak trzęsienie ziemi… Naruto, rozważyszy­ więc wszystkie opcje za i przeciw, ostatecznie doszedł do wniosku, że nie będzie bardziej prowokował Sasuke i poszedł na to pole treningowe sam. Na pewno będą tam jeszcze jacyś shinobi, więc ten drań będzie musiał się hamować. Tak przynajmniej mu się wcześnie wydawało. Bo kiedy się pojawił i stanął naprzeciwko niego, okazało się, że nie miał zamiaru wcale się hamować, bo po prostu w ogóle nie chciał walczyć.

– Chodź – mruknął tylko i wskoczył na konar najbliższego drzewa, ruszając w stronę północnego wyjścia z pola. Naruto pomknął za nim, choć nie miał pojęcia, dokąd Sasuke ich prowadzi. To było w zupełnie przeciwnym kierunku niż „ich” polana przy wodospadzie. Pytał kilka razy, ale w odpowiedzi dostawał tylko ironiczne spojrzenie. Chyba lepiej było nie wiedzieć, co ten drań planował. Westchnął… A mógł w tym czasie siedzieć i wcinać ramen w Ichiraku. Tam czułby się z pewnością bezpieczniej, bo Sasuke, jak sobie czasami coś wmówił, to nie dało mu się tego wybić z głowy. A jeżeli teraz też przyszedł mu do głowy  jakiś wredny pomysł, to naprawdę było się czego bać. Tym bardziej, że dzisiaj musiał spełniać jego zachcianki. Po chwili coś go tknęło… Cholera, a jeżeli Sasuke chce powtórzyć wczorajszą noc i dlatego ciągnie go na jakieś odludzie? Machinalnie złapał się za tyłek. Mimo chakry Kuramy nadal go bolało, to był przecież jego pierwszy raz. Nie był jeszcze gotowy na kolejny…
– Tutaj – odezwał się w końcu Sasuke i stanął na jakiejś skarpie. Naruto, lądując obok, omal nie osunął się na dół. Było dość grząsko. Za to widok… Ten oddawał wszystko. Pełna panorama Konohy i to zupełnie z innej perspektywy niż ze wzgórza Hokage. Nie miał pojęcia o takim miejscu.
– Podoba ci się? – szepnął Sasuke, podchodząc bliżej. O tak, podobało mu się i to bardzo. Ale za to nie podobał mu się ton jego głosu. Zwiastował nieuchronną katastrofę. – Ściągaj to. – Sasuke chwycił suwak jego kamizelki.
– Draniu! Ty chyba nie chcesz… Teraz to już trochę przesadzasz! – wrzasnął Naruto, który mimo wszystko jednak nie sadził, że Sasuke wykorzysta swoją przewagę dzisiejszego dnia do takich celów. Czarny scenariusz chyba zaczynał się spełniać.
– Nie zrobię niczego, na co sam mi nie pozwolisz. Obiecuję – szepnął mu do ucha Sasuke. – Już dość wygłupów… Naruto…
 Naruto spojrzał na niego podejrzliwie, ale kiedy w końcu Sasuke go pocałował, przestał o tym myśleć. Objął go i w głowie dźwięczała mu tylko jedna myśl – nareszcie! Przyjemne ciepło rozlało mu się po ciele i aż westchnął, nie mogąc się powstrzymać. Usta Sasuke były miękkie, a język gorący i wilgotny, i to wszystko... Och, on chyba chciał się po prostu odprężyć… Zresztą, po takim dniu, im obu dobrze to zrobi. Czuł ręce błądzące pod koszulką i sam nie pozostawał dłużny, dotykając Sasuke z zadowoleniem. Uśmiechał się lekko, gładząc jego plecy. Przycisnął go do siebie mocniej, przypominając sobie, co robili wczoraj. Przylgnął mocniej biodrami, cały czas mając w pamięci wyraz jego twarzy, jego dotyk i pocałunki.
– Och, draniu... – mruknął zachrypniętym głosem, ściągając z jego ramion kamizelkę. Rzucił ją na bok i pomógł mu się rozebrać. Sasuke szybko pozbawił go nie tylko kamizelki, ale i bluzy. Dotknął rozpalonej szyi Naruto i sięgnął do jego spodni, masując go przez nie. Naruto znowu westchnął, nie mogąc się powstrzymać. Było przyjemnie, bardzo przyjemnie i Kiba mógł sobie mówić, co tylko chciał, bo kiedy... Ach… Sasuke całował go po torsie, dotykał bez skrępowania i czasami traktował ostrzej, gryzł i szczypał wrażliwe miejsca, aż Naruto odskakiwał, ale zaraz potem przyciągał go znowu do siebie, nie chcąc wypuścić z rąk. Sasuke, czując jego podniecenie, w końcu zajął się spodniami. Uklęknął i rozpiął zamek, zsuwając je razem z bokserkami aż do kostek, żeby po chwili pomóc Naruto się z nich wyswobodzić.
– Gotowy? – zapytał niskim, zmysłowym głosem, od którego mogło się zakręcić w głowie niejednej dziewczynie.
– Zawsze. – Naruto wyszczerzył zęby w uśmiechu, widząc Sasuke w takiej pozycji, z... – Och. – Przełknął z trudem, kiedy ten w końcu się nim zajął. Było cudownie, a dobrze wiedział, że będzie jeszcze lepiej. Zaczął poruszać lekko biodrami, wiedząc jednak, że musi uważać, żeby nie stracić nad sobą panowania. Był już zbyt pochłonięty tym, co Sasuke robił, żeby zacząć zastanawiać się, dlaczego on tak łatwo odpuścił, dlaczego nadal nie prowadził tego swojego odwetu za piknik…
Przekonał się o tym już po chwili.
– Hm? – Otworzył oczy, kiedy cudowne uczucie po prostu i tak jakoś zupełnie nagle zniknęło. Rozejrzał się spanikowany, ale nigdzie nie zauważył Sasuke. Ani Sasuke, ani swoich... – Draniu! – wrzasnął, a echo jego głosu poniosło się po lesie. – Oddawaj mi ubranie!

– Niech to szlag – rozejrzał się dokładniej, próbując jednocześnie wyczuć chakre Sasuke. Nic. Ten drań umiał się świetnie kamuflować. Teraz pewnie stał gdzieś w pobliżu i z niego kpił. Naruto aż uderzył się w czoło. Jak mógł tak stracić czujność. Było wiadome, że on coś kombinuje, tylko że ten jego dotyk… Westchnął ciężko. Nadal był pobudzony jak cholera i nie umiał nad tym zapanować. Ale musiał. To nie był czas i miejsce, żeby… Jęknął, gdy ścisnął się z całej siły, nie chcąc doprowadzić do sytuacji, że ten drań będzie gdzieś tam stał i go obserwował. Nie da mu tej przyjemności. Zaczynał być na niego naprawdę wściekły. Jak go tylko dorwie! Odetchnął kilka razy głęboko. Podniecenie trochę opadło. A potem opadło całkowicie, gdy wyczuł czyjąś chakrę. I to nie była chakra Sasuke!
W panice wskoczył na konar drzewa, modląc się tylko, by jego umiejętności kamuflowania w tym momencie nie zawiodły. Na szczęście chyba się udało, bo para, która pojawiła się w miejscu, w którym przed chwilą się znajdował, zdawała się nie zwracać na niego uwagi. Stali i obserwowali wioskę. Naruto już chciał uciec z tego drzewa, kiedy w końcu dostrzegł, kim były te osoby. Shikamari i Temari! No cudownie, po prostu cudownie!
– Słuchaj… – usłyszał głos Shikamaru. Po chwili zobaczył, jak bierze jej rękę i coś jej wciska na palec. – Co ty na to? – zapytał.
Naruto tak to zainteresowało, że trochę się wychylił zza gałęzi. Na palcu Temari dostrzegł pierścionek. Zaraz, czy Shikamaru właśnie jej się oświadczył? W taki sposób? Naruto słyszał wielokrotnie o romantycznych sceneriach, klękających facetach i wyznaniach miłości… A to… Shikamaru nawet nie poczekał na zachód słońca. Naruto miał wrażenie, że Temari zaraz rzuci w niego tym pierścionkiem i powie, żeby się wypchał z takimi zaręczynami. Więc jakie było jego zdziwienie, gdy po prostu powiedziała: „Niech ci będzie”. Miał wrażenie, że spadnie z tego konaru na którym stał, przez co musiał aktywować trochę chakry i być może tym samym zdradził swoją obecność. Zanim jednak Shikamaru i Temari zdołali się zorientować, Naruto przeskoczył szybko na kolejne drzewa. Czuł się bardzo dziwnie, kiedy biegał nago po lesie, ale przecież nie mógł pozwolić, żeby ktoś go zobaczył w negliżu! Był przecież przyszłym Hokage! Znowu spróbował wyczuć chakrę Sasuke, ale nic to nie dało. Ten drań świetnie się ukrył!
– Obiecuję, że jak cię dopadnę, to... – pomstował, próbując jakoś rozładować swoją złość. No bo co on miał niby teraz zrobić? Przecież nie mógł się tak pokazać w wiosce.
W końcu, już nieco zmęczony biegiem, przystanął na jednym z drzew i obejrzał się. Uciekł tak daleko, że nie było mowy, żeby Shikamaru i Temari go tutaj znaleźli. Zresztą, nawet gdyby go wyczuli, raczej mało ich w tamtym momencie obchodził. Byli zbyt zajęci sobą… Mimowolnie przypomniał sobie te oświadczyny i roześmiał się tak, że aż musiał chwycić gałąź, żeby się nie spaść. Wyobraził sobie, co by było, gdyby powiedział coś takiego Sakurze. Ale miałby po tym guza! Oczywiście to wszystko były tylko rozważania teoretyczne, bo doskonale wiedział, że nigdy się jej nie oświadczy. Nie kochał jej w ten sposób, poza tym ona i tak była wpatrzona w Sasuke. Z nim oświadczyny mogłyby wyglądać całkiem podobnie jak te Shikamaru. To znaczy oświadczyny jego i Sasuke, a nie Sakury i... Cholera, o czym on właśnie pomyślał?! Chyba zwariował! Złapał się za czoło i jęknął. – Naprawdę cię zabiję, draniu!
Nie dość, że Sasuke zostawił go w takim stanie, to jeszcze zabrał mu rzeczy, a on miał jakieś głupie myśli o oświadczynach. W ogóle przecież… Naruto zastanowił się chwilę. Sasuke nigdy mu nie powiedział, że chce z nim być czy coś takiego. Po prostu był i Naruto nie zastanawiał się nad sprawami, które wydawały się do tej pory nieistotne. Ale teraz znowu przypomniał sobie jego słowa, kiedy ten miał dwanaście lat: „Chcę odbudować klan”. No z nim klanu nie odbuduje, mogą sobie próbować i próbować, ale i tak z wiadomego powodu nic z tego nie wyjdzie. Cholera… Dopiero teraz uświadomił sobie, że to, co go łączy teraz z Sasuke, mogło być tylko na chwilę. To znaczy dla Sasuke na chwilę, bo on… Mimo że nadal był na niego wściekły, poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Sasuke przecież niczego nie obiecywał, to on sam pomyślał, że skoro posunęli się tak daleko, że skoro Sasuke od momentu wojny ciągle był przy nim, to będzie już zawsze… Kolejny, mocniejszy skurcz spowodował, że znowu lekko się zachwiał i zeskoczył na ziemię. Myśli w jego głowie goniły jedna za druga, nie chcąc dopuścić do głosu jednego uczucia. Strachu.
– Głupi Sasuke – warknął w końcu, uspokajając się trochę i znów wskakując na drzewo. Musiał się gdzieś ukryć i poczekać do nocy. Dopiero wtedy będzie mógł wrócić do mieszkania niezauważony.

Zemsta najlepiej smakuje na zimno, jak to mówili. Sasuke na początku, gdy zabrał ubrania Naruto, a później się ukrył – świetnie się bawił. Zwłaszcza, że na wzgórzu pojawili się Shikamaru i Temari. Widział ich z daleka, bo musiał zachować stosowną odległość, żeby Naruto go nie wyczuł, ale i tak zrozumiał, co się stało, chociaż nie słyszał ich słów. I choć nigdy nie interesował się życiem innych, te zaręczyny go zaskoczyły. W końcu wszyscy byli jeszcze bardzo młodzi.
Naruto, gdy uciekł w głąb lasu, po tym, jak aktywował swoją chakrę, nie próbował jej już ukrywać, więc Sasuke mógł go z łatwością namierzyć. Po jakiejś godzinie uznał, że w końcu odda mu ubrania. Miał wcześniej plan, żeby wrócić do biblioteki, ale nie chciał uczyć się sam. Spotkałby jeszcze jakieś irytujące fanki albo, co gorsza, Sakurę – bo ona na pewno nie pozwoliłaby na to, żeby usiadł osobno. Ostatecznie wolał więc zostać tutaj i wziąć Naruto na przetrzymanie.
– Ale z ciebie młotek – powitał go, gdy wskoczył na jeden z wyższych konarów, gdzie się ukrywał. Uśmiechnął się lekko, widząc go nagiego, ale w końcu rzucił w niego elementami jego garderoby. – Ubieraj się, pora na trening.
Naruto chwycił swoje ciuchy i zaczął je zakładać, nie odzywając się jednak ani słowem, co w jego przypadku naprawdę było zjawiskiem nadprzyrodzonym. Powinien teraz wrzeszczeć na Sasuke i wyzywać od drani, idiotów i tym podobnych. W końcu, gdy zapiął kamizelkę, spojrzał na niego.
– Teraz zachciało ci się trenować? To trenuj sobie sam! – Naruto poczuł że znowu wzbiera w nim wściekłość, wciąż jednak pomieszana z tym dziwnym uczuciem. A tak poza tym, zaczynał być głodny. Nie oglądając się za siebie, przeskoczył na konar innego drzewa, ale zanim zdążył zrobić cokolwiek więcej, Sasuke złapał go za przegub ręki.
– A ty dokąd? Dzień się jeszcze nie skończył. Nadal będziesz robił to, co ja mówię. A mówię, że idziemy na trening.
– Ty draniu! – Naruto poczuł, jak zaczyna go ogarniać chakra Kyubiego. Po chwili wycelował i walnął Sasuke w brzuch tak mocno, że poleciał do tyłu, łamiąc kilka gałęzi i zatrzymując się dopiero na pniu. Nie spodziewał się tego. 
– Tu chcesz walczyć? – zapytał, podnosząc się i aktywując Sharingana. – No to chodź! – rzucił się w jego stronę.
Walczyli naprawdę ostro. Naruto chciał rozładować wściekłość, a Sasuke nie mógł mu przecież pozwolić być lepszym. I znów ta adrenalina, to uczucie, kiedy używali przeciwko sobie całej swojej siły. Oczywiście nie stosowali na sobie śmiercionośnych technik, w końcu żaden z nich nie chciał zabić drugiego, ale Rasengan i Chidori były aktywowane dobrych kilka razy. Słońce już dawno zaszło, gdy w końcu obaj, dysząc ciężko, oparli się o pnie drzew rosnących naprzeciwko siebie. Naruto rozłożył się wygodnie, uśmiechając się lekko. Napięcie z niego zeszło, poczuł się dużo spokojniej. Nie myślał nawet o tym, co im jutro zrobi Kakashi za zdemolowanie kolejnego miejsca w lesie. Przymknął oczy, a po chwili poczuł, jak między jego nogami rozpiera się wygodnie Sasuke, kładąc głowę na jego udzie. Naruto w pierwszej chwili chciał mu nawrzucać, że nie będzie robił za jego poduszkę, ale ostatecznie zamiast tego wplótł palce w czarne włosy i przeczesywał je lekko. Teraz już nawet to, co zrobił mu dzisiaj ten drań, wydało mu się być nawet zabawne. Kiedyś będzie musiał urządzić go tak samo. Leżeli tak dłuższą chwilę, w czasie której Sasuke po prostu zasnął, a i Naruto zaczęły przymykać się oczy. Tak, to był męczący trening.

Shikamaru, który już wcześniej słyszał jakieś odgłosy walki, postanowił teraz to sprawdzić. Zostawił Temari w pewnym oddaleniu, mówiąc, że zaraz wróci. To, co zobaczył, sprawiło, że po prostu zdębiał. I wcale nie chodziło o to, że drzewa były połamane, krzaki przypalone, a trawa przeryta w niektórych miejscach. Akurat to w tym momencie było najmniej istotne. Istotny był widok, który miał dokładnie na wprost siebie. Naruto leżał oparty o pień, obejmując Sasuke, który spał ułożony między jego nogami. O cholera…  No to nie wyglądało na jedynie przyjacielską relację. W głowie Shikamaru wszystko zaczęło układać się w jedną sensowną całość. A więc to dlatego… Wycofał się cicho, rzucając jeszcze tylko wybuchową notkę w oddalone sporo  od nich drzewo, tak, żeby tylko  usłyszeli huk. Musiał ich jakoś obudzić, a nie chciał zdradzać swojej obecności. Po chwili był już przy Temari.
– Coś się tam stało? – zapytała.
– Nie, nic. Wracajmy do wioski.

– Kto tu…– Sasuke zerwał się momentalnie i aktywował Sharingana, chcąc namierzyć przeciwnika. To był odgłos wybuchu, na tego typu rzeczy zawsze reagował w taki sposób. Ktoś tu musiał być.
Naruto mruknął coś niewyraźnie i skrzywił się, dopiero po chwili otwierając oczy.
– C–co? – wychrypiał i odchrząknął. Bardzo chciało mu się pić.
– Nie słyszałeś wybuchu? – Sasuke spojrzał na niego, widząc, że siedzi rozespany. Byli tak zmęczeni tą walką, że obaj po prostu zasnęli.
– No coś mnie obudziło. Ale myślałem, że to ty. – Naruto przetarł oczy. Sen zregenerował trochę sił, więc czuł się już lepiej. – O rany, draniu, ale to wygląda... – westchnął cicho, patrząc na krajobraz.
– Nie chcę nawet myśleć, co jutro wymyśli Kakashi w ramach odwetu… – Sasuke przeskoczył na drugi koniec polany, której jeszcze wczoraj tutaj nie było, a która powstała dopiero podczas ich dzisiejszej walki. Szukał przyczyny tego nagłego wybuchu i w końcu, trochę dalej w głąb lasu, znalazł kawałki niespalonego pergaminu. Ktoś rzucił tu wybuchową notkę. – Cholera – zaklął cicho i wyprostował się. Ktoś tu był, to oczywiste, ale czy ich widział?
Naruto, zupełnie niczym się nie przejmując, przeciągnął się, aż strzeliły mu kości.
– Wracamy do wioski?
– Ktoś rzucił to niedaleko nas – oznajmił Sasuke i pokazał mu nadpalony kawałek pergaminu.
Naruto zamrugał, robiąc głupią minę.
– Po co?
– A skąd mam wiedzieć? Trening, walka? – Sasuke wzruszył ramionami, ale jego twarz wcale nie wyrażała beztroski. Nie sądził, że tak bezmyślnie obaj zasną, dlatego teraz był na siebie wściekły. Ktoś mógł ich przecież zobaczyć. Sam nie wiedział, dlaczego aż tak go to rozzłościło.
– Dobrze, że nas nie zauważyli – Naruto zaśmiał się i podrapał po karku. – Jakby to były jakieś dziewczyny, już bym nie żył.
– Tego nie wiesz. – Sasuke rozglądał się jeszcze chwilę, próbując zlokalizować obcą chakrę, ale żadnej w pobliżu nie wyczuł. Ktokolwiek tu był, musiał się już oddalić. Cholera, byli nieuważni. Gdyby nie zasnęli, wiedzieliby, że ktoś się zbliża.
– Daj spokój, draniu. – Naruto machnął ręką. Był przekonany, że nikt ich nie widział. W końcu notka wybuchła w sporym oddaleniu od nich. Poza tym zaburczało mu w brzuchu, więc jego myśli zaprzątał teraz głównie ramen. – Głodny jestem – poinformował, jakby to była teraz najważniejsza rzecz na świecie.
Sasuke zupełnie zignorował tę informacją, nadal nad czymś myśląc. W końcu jednak stwierdził, że i tak nic już dzisiaj z tym nie zrobi.
– Wracamy – powiedział i ruszył pierwszy. I mimo usilnych prób, nie dał się namówić na odwiedzenie Ichiraku, więc tego wieczora Naruto musiał się zadowolić zupką w proszku, bo też jakoś stracił ochotę, kiedy pomyślał, że ma tam pójść samemu.

Następny dzień zaczął się standardowo, czyli w bibliotece. Termin egzaminu zbliżał się coraz bardziej, więc dzisiaj zjawili się tam wszyscy, łącznie z Shikamaru i Temari. Sakura omal nie upuściła książki, gdy zobaczyła, co Temari ma na palcu. Zaraz wszystkie dziewczyny ją obskoczyły, oglądając pierścionek i wydając dźwięki zachwytu, a Shikamaru został parę razy poklepany po plecach.
– No, stary, to się wkopałeś – zaśmiał się Kiba, ale na tyle cicho, żeby Temari go nie usłyszała. – W ogóle nie wierzę. Ty, taki leń i chciało ci się? Takie zaręczyny to trochę zachodu, no nie? – rechotał dalej, tym razem już głośniej.
– Właśnie, opowiedz, jak to było! – Ino aż piszczała z zachwytu. – Kwiaty, romantyczna sceneria… Shikamaru uklęknął? – spytała szeptem, ale siedzący obok Naruto i tak usłyszał. Chciał powiedzieć, że wcale nie, ale ugryzł się w język. – Na pewno! Nie mogło być inaczej! – Ino nawet nie czekała na odpowiedź, sama sobie ułożyła tę scenę w głowie.
– Było tak, jak miało być – Temari uśmiechnęła się. Te zaręczyny były dość nietypowe, ale chyba właśnie tego się spodziewała. Oboje nie byli zbyt wylewni.
Shikamaru miał tego dnia wyjątkowo mało znudzony wyraz twarzy, co inni zrzucali na karb tych oświadczyn, ale jemu co innego chodziło po głowie. Cały czas ukradkowo obserwował Sasuke i Naruto, którzy jak zawsze siedzieli obok siebie. Musiał nabrać pewności. Co prawda to, jak wczoraj leżeli, było dość jednoznaczne, ale jednak nie na tyle, by od razu wyciągać wnioski. A Shikamaru słynął z tego, żeby najpierw musiał wszystko dokładnie przeanalizować. Miał wrażenie, że Sasuke i Naruto zachowują się normalnie. Głównie skupiali się na nauce, Sasuke rzucił kilka zgryźliwych komentarzy, a Naruto jak zwykle próbował się bronić. Coś jednak w ich ruchach było takiego, że zwracały uwagę. To były sekundy – dłuższe spojrzenie, szerszy uśmiech i krótki, niepewny dotyk, jakiś taki nieobecny wyraz twarzy, gdy obaj wrócili z poszukiwania jakichś książek. Zdał sobie sprawę, że nawet Sasuke, który zwykle wydawał się tak zimny i obojętny, teraz trochę się rozluźnił.
– Myślisz, że nie dam rady zastosować dobrej techniki tropienia? – Naruto zdenerwował się, bo Kiba znowu próbował go sprowokować. Przechwalał się tym, że w tropieniu będzie najlepszy. Ostatnio nauczył Akamaru jakiejś nowej sztuczki i był z siebie tak dumny, że o mało nie wyzwał Naruto na pojedynek.
– Nie mówię, że nie dasz rady jej użyć, ale ja i tak zawsze będę w tym lepszy. – Kiba usiadł wygodniej na krześle i założył ręce na piersi. – W ten sposób wyśledziłem ostatnio swoją dziewczynę – dodał i wyciągnął szyję, chcąc zademonstrować im kolejne malinki. Nim się jednak obejrzał, dostał książkę po głowie, tym razem od Ino.
– Zamknij się, Kiba! Nie mam zamiaru słuchać, co robiłeś ze swoją dziewczyną!
– Ale Naruto ma ochotę! – obronił się Kiba i wskazał na niego. Zaśmiał się podstępnie. – No nie, Naruto? Powinieneś się uczyć, jak się podrywa dziewczyny.
– Mówiłem ci, że już się całowałem! – zerwał się Naruto. – I nie potrzebuję od ciebie żad…
– Taa, chyba z Uchihą… – Kiba zaczął się histerycznie śmiać, zadowolony ze swojego dowcipu.
– Kiba! – Sakura aż zacisnęła zęby ze złości, a Naruto nagle poczerwieniał. Shikamaru zastanawiał się, czy to z wściekłości, czy może faktycznie było coś na rzeczy.
– Zamknij się, ty… – Naruto nie do końca wiedział, jak go nazwać, ale zanim zdążył cokolwiek wymyślić, Kiba gwałtownie odsunął się od stolika, jakby się czegoś przestraszył, a potem mocno zacisnął powieki. W końcu był już prawie jouninem, wiedział jak w takich sytuacjach reagować. Nie patrzeć w oczy przeciwnikowi, nie patrzeć w oczy przeciwnikowi… Inni chyba też zrozumieli, bo spojrzeli na Sasuke, który dosłownie przed chwilą aktywował Sharingana.
– Dobra, żartowałem, daj spokój! – Kiba dodatkowo zasłonił oczy ręką, jakby bał się, że Sharingan przeniknie przez zamknięte powieki.
– Sasuke, nie możesz… – próbował interweniować Sakura, ale ją zignorował. Tak, miał świadomość, że przez to, co wyprawiał kiedyś, nie może użyć tej techniki na którymkolwiek mieszkańcu wioski, w końcu Tsukuyomi było naprawdę okrutnym genjutsu, ale to nie znaczy, że nie mógł w ten sposób postraszyć Kiby. I to najwyraźniej mu się to udało.
– Ja bym się na twoim miejscu dobrze zastanowił, zanim drugi raz coś takiego powiesz – stwierdził zupełnie spokojnym tonem. Po chwili Sharingan w jego oczach zniknął.
Wszyscy, mimo że tak naprawdę dobrze wiedzieli, że Sasuke nie wolno stosować na nich genjutsu, odetchnęli z ulgą, że Kiba nie skończył marnie w tym starciu. Shikamaru nie umknął też jeden szczegół. Mimo że Naruto wcale nie patrzył już teraz na Sasuke i nic do niego nie mówił, ten po chwili odwrócił się w jego stronę, unosząc brwi w zdziwieniu. I ten ruch ramienia… Wyglądało to tak, jakby Naruto ścisnął pod stołem jego rękę, żeby zwrócić na siebie uwagę. Ta wymiana spojrzeń… A po chwili Sasuke ledwo dostrzegalnie kiwnął głową i wstał.
– Idziemy, mamy trening – poinformował innych i zamknął książkę. Zaraz za nim zebrał się Naruto.
– Pamiętaj o naszym spotkaniu – przypomniała jeszcze Sakura, kiedy wychodzili.
– Pamiętam, Sakura-chan, do później! – zaśmiał się głośno Naruto, za co został ofuknięty przez bibliotekarkę. Ta biedna kobieta miała wrażenie, że naprawdę kiedyś dostanie przez nich pomieszania zmysłów. I nawet była Hokage nie będzie w stanie jej pomóc.

6 komentarzy:

  1. O tak, czekałam aż Shikamaru się domyśli prawdy, w końcu jest najbardziej spostrzegawczy. A Sasuke pokochałam szczerze za ten numer z ubraniami xd Genialny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. O żesz... xDDD Sasu ty wredny pędraku! xD Tak zostawiać biednego Naruto xDD I te oświadczyny... Tak bardzo w stylu Nary :D Kurcze smutno się zrobiło jak Naru zaczął myśleć o tej całej odbudowie klasu przez Sasuke :/ Ah i Shika, tak myślałam, że on jako pierwszy się dowie :D Weny życzę! Czekam na kolejny rozdział! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohayo!
    Prowadzisz bloga którego tematyk kręci się wokół Naruto? Zapraszam do Szafy Blogów Naruto to odpowiedni spis dla Ciebie! Na dodatek możesz zgłaszać w nim nowe posty na swoim blogu!
    Zapraszam również do zapoznania się z konkursem http://szafa-blogow-naruto.blogspot.com/p/top-10.html oraz możliwością dołączenia do twórców bloga i współtworzenie go! Więcej znajdziesz tutaj http://szafa-blogow-naruto.blogspot.com/p/nabor_4.html
    Zapraszam i serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. omg!!! Nieeee Shika... wie! Ale jest pewnie zbyt leniwy zeby komuś o tym powiedzieć XD Ciekawi go to, ale po co ma sie wysilać? xd


    Weny zyczę i bardzo bardzo mocno trzymam kciuki za następny rozdzialik ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię to opowiadanie. Ciekawe co zrobi Shikamaru z ta wiedza. Nie mogę się doczekać następnych rozdziałów;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć!

    Twój blog został dodany do PolecanychFF. Zapraszam teraz do wspólnych przygód, zgłaszania nowych rozdziałów, a także rozwiązywania zadań z tablicy i rywalizacji między autorami!

    Pozdrawiam serdecznie! ;)

    OdpowiedzUsuń